Subskrybuj

“Kurdowie nic nie znaczą”. Droga do Europy

12 minutes
1459

Poznaliśmy się przez Messengera. Był wrzesień 2021. Pewnego dnia dostałam wiadomość od pewnej dziewczyny, że chciałaby poprosić o kontynuację rozmowy z jednym chłopakiem z Iraku. Umieszczaliśmy wtedy na międzynarodowych grupach ostrzeżenia na temat “belarusian way” — reklamowanej szeroko jako szybka droga do Europy.

Dziewczyna była młoda, chłopak był młody — pojawił się lęk o, nomen omen, przekroczenie granic. Mało kto z nas był jakkolwiek „onarzędziowany” międzykulturowo do tych rozmów. Były to inicjatywy oddolne, ludzi chcących ostrzec ludzi. Nie mogąc być na pograniczu, próbowaliśmy zapobiec temu, co się dzieje, na każdy możliwy sposób.

Doceń pracę autorki i postaw jej wirtualną kawę. Kliknij w baner i poznaj szczegóły.

What’s the difference for you?

Do dziś nie wiem, jak naprawdę ma na imię. Nie zapytałam. Może tak jak na FB, po prostu nie brzmi tak typowo, jak bym oczekiwała? Może kiedyś zapytam. Dla tego artykułu będzie to Mazin. Mazin to kurdyjskie imię męskie, a on okazał się Kurdem.

Nasz pierwszy kontakt wynikał z prostego zadania, które wydawało mi się wtedy oczywiste: odwieść go od pomysłu wyruszenia w “belarusian way”. Myślę, że ta rozmowa, i wszystkie po niej (z pewnej perspektywy, ponieważ toczyły się na komunikatorach — zasadniczo można uznać, że to wciąż ta sama rozmowa), nauczyły mnie więcej niż jego.

Nie będę przytaczać argumentów, które stosowałam, co do których byłam przekonana. Mazin wiedział, że wyruszy, przyjmował zaś je wszystkie z głęboką wdzięcznością — że jakaś kobieta tysiące kilometrów dalej troszczy się o jego bezpieczeństwo. Nie robiły mu nic więcej ponad to.

W końcu zapytał:
“But for you: what’s the difference if I die here, or if I die in the jungle?” 

(tłum. „Ale według ciebie: jaka jest różnica, czy umrę tutaj, czy w dżungli?”

Zostałam z tym pytaniem na długo.

A lot of blood

Mazin jest irackim Kurdem. Opowiadał różne rzeczy o sobie. Był młodym chłopakiem, miał wówczas 26 lat, żadnych dokładnie perspektyw — z wyjątkiem potencjału skończenia jak ojciec. Mazin był świadkiem dekapitacji swojego ojca jako ośmiolatek. Nie wiem, jakie obrony włączył jego umysł, żeby sobie z tym poradzić, ale sposób, w jaki o tym mówił, był jakby odczytywał z promptera skrót informacji.

Jedyne zdanie, które mówiło cokolwiek o małym Mazinie, brzmiało:
“There was a lot of blood.” (tłum. “Tam było mnóstwo krwi.”)

W swoim wyobrażeniu Mazin został głową rodziny jako ośmiolatek. Miał wujów, dalszą rodzinę, ale od tego momentu czuł, że to on musi zapewnić byt — i przyszłość — siostrze i matce. Kiedy mówił o nich, zarówno ton, jak i dobór słów, stawał się zupełnie inny. A jeszcze inaczej brzmiał, gdy opowiadał o swoich kolegach i dorastaniu. I tych momentach, kiedy mógł być po prostu zwykłym chłopakiem z okolic Bagdadu.

Mieszanina tych perspektyw dawała jasną odpowiedź — wyruszyć do Europy przez Białoruś. Osiąść w Niemczech. A potem ściągnąć tam rodzinę. Wydawało się proste, choć dzięki rozmowom ze mną wiedział już, że po drodze jest Polska. I że “kilka kilometrów przez las i jesteś w Europie” — choć jest prawdą — to to nie jest TA Europa.

Bagdad, Dubaj, Mińsk

Dla obojga był to czas przełomowy. Szykowaliśmy się do drogi, choć każde do innej. Był październik, robiłam zbiórki, protesty, on postępował zgodnie z instrukcjami swoich usługodawców. Ja zapychałam paczkomat w Krynkach dostawami, on dopytywał o las i o zimno.

Październik był wtedy pogodowo bardzo łaskawy. Ale był to polski październik. Próbowałam wytłumaczyć różnicę między suchym a wilgotnym zimnem. On wyruszył na przygodę.

Wysyła do mnie na video — patrz, bejbi, to był Bagdad. W Dubaju dwa dni oczekiwania na lot. Oglądam lotnisko — zwiedzam kwaterę, w której mieszka z kolegą, czekając na lot. Pokazuje ludzi, którzy chyba też czekają na ten lot. Lotnisko jest wielkie, jasne, to już inny świat. Dla niego w Dubaju zaczyna się wolność — ta komunikacyjna. Może swobodnie dzwonić, pytać, czytać informacje.

Następne lotnisko jest w Mińsku. Przepaść jest niewiarygodna. Mazin też jest trochę zdziwiony, że już tak blisko Europy, a przeskok cywilizacyjny jednak wstecz.

Bagdad, Mazin, Mińsk (źródło: Mazin)

Na lotnisku koczuje mnóstwo kolorowych. Jego oferta zawiera noclegi. Zapytałam o to — nikt mu nie dał do wyboru “pakietu”. Ale mówi, ile zapłacił. Oczywiście, że nie zdążył sam tego zarobić. Jest inwestycją rodziny.

Pod Mińskiem mają dwa lub trzy noclegi. Zwiedzam pokój, korytarz, łazienkę. Potem jadę na zakupy na bazar. Wylistowane wszystko, nożyce do drutu także. Ogląda kurtki — mówię mu, że tę grubszą. Nie wierzy. Łaskawy październik pod Mińskiem zwodzi. Chłopcy dobrze się bawią na kwaterze.

Za kilka dni i on, i ja będziemy w lesie.

Matki na granicę, Kurdowie na granicy

23 października trafiam w końcu na granicę. A dokładniej — do Michałowa. Organizujemy protest, przyjeżdżamy z całej Polski. Już godzinę od Michałowa za naszym autokarem jedzie ogon. Jadę spakowana, następnego dnia ruszam z Moniką Tomaszewską na marsz wzdłuż strefy.