Subskrybuj

Paulina Siegień: Rów przeciwczołgowy na linii Tuska naprawdę wszystkiego nie załatwi

8 minutes
600
Kiedy dzieje się jakaś powódź, pożar albo inna katastrofa, to zazwyczaj na miejscu pojawia się ktoś z rządu, premier, prezydent. Nie po to przecież, by czymś na miejscu zarządzać, czy koorydnować, a po to, by dodać ludziom otuchy, pokazać, że rząd o nich pamięta, że są wartościowymi obywatelami, którzy mogą liczyć na pomoc – zauważa Paulina Siegień, mieszkanka pogranicza polsko-białoruskiego. – Bo zazwyczaj to właśnie ważny polityk wysokiego szczebla ogłasza jakieś rekompensaty, program pomocowy.
Nie zawsze takie spotkania są miłe, bo ludzie są rozgoryczeni i sfrustrowani, ale jak ktoś się boi niemiłych ludzi i niewygodnych pytań, to na pewno nie powinien być w polityce.
 
Myślę, że to, co opisałam wyżej stanowi dla większości normę, a jednak moja wczorajsza relacja z „konferencji prasowej” premiera Tuska, ministra obrony narodowej i ministra spraw wewnętrznych wywołała reakcje naszych współobywateli, które uważam za zaskakujące i absolutnie smutne, bo świadczące o zerowym poziomie solidarności społecznej, ale i o absolutnej gotowości pozbawienia podstawowych praw obywatelskich i rezygnacji z działania demokratycznego państwa prawa – przy czym oczywiście to jest gotowość na nasze poświęcenia.
fot. Kancelaria Premiera
W dużym skrócie jest to taka postawa: Nie macie prawa niczego oczekiwać od rządu, macie zamknąć mordy i siedzieć cicho, bo chodzi o bezpieczeństwo. Rząd ma robić co chce, wojsko, ma robić co chce, Straż graniczna ma robić, co chce i policja ma robić, co chce.
 
Na nasz region w tym tygodniu zostały zrzucone z góry dwie decyzje, każda rujnująca. Pierwsza to pisany na kolanie i w dużym pośpiechu projekt „linii Tuska”. W poniedziałek dowiedzieliśmy się, że jako mieszkańcy terenów przygranicznych będziemy od teraz żyć z bezpieczeństwa, a ilustracje przedstawiające fortyfikacje wojskowe rodzą w nas, wydawałoby się, zrozumiałe pytania o to, w jakim trybie mają powstawać, na czyich gruntach, co z wsiami i gruntami prywatnymi, które znajdują się przy granicy?
 
Czy jest w tych pytaniach cokolwiek nie na miejscu? Czy te pytania w jakikolwiek sposób są wymierzone w bezpieczeństwo kraju i jego obywateli?
Podczas poniedziałkowej konferencji padła deklaracja, że prace zaczną się jeszcze w tym roku. Jak sądzicie, te 7 miesięcy, które zostały do końca roku, to dużo czy mało, by się dowiedzieć, że trzeba oddać dom za rekompensatę i znaleźć nowe miejsce do życia? Albo by się pożegnać z uprawianym polem i działalnością rolniczą? Albo by zamknąć biznes i znaleźć nową pracę? Bo mamy prawo się obawiać, czy z tego bezpieczeństwa da się ugotować zupę.
 
Druga decyzja to przywrócenie obowiązującej za PiS-u zony, czyli strefy z zakazem przebywania, co zostało zrobione ad hoc i ma obowiązywać już od 4 czerwca przez 90 dni, czyli cały okres wakacyjno-letni. Zdaniem autora rozporządzenia w tej sprawie, nie będzie to miało żadnych negatywnych skutków dla lokalnej społeczności. Tyle, że premier mówił o 200 metrach, a w załączniku do ustawy jest strefa kilkukilometrowa. Wspaniałomyślnie wyłączono z niej Białowieżę, ale co z tego, skoro wszystko dokoła zamknięte. Co ma robić turysta, który poza Białowieżą nie ma w takim razie prawa przebywać i puszczańscy przewodnicy? Przecież dla nich stracone lato to jest bankructwo. To tak, jakby powiedzieć, że zostawiamy wam otwarte Krupówki, ale zamykamy Tatry.
 
To wszystko jest dla nas ogromnym obciążeniem i niesie ze sobą wielorakie i długofalowe negatywne skutki. Czy jest coś nie na miejscu w tym, że oczekujemy rozmowy z rządem, że oczekujemy jakichś propozycji, które by te skutki neutralizowały, albo przynajmniej czegoś w zamian? Na przykład sprawnego transportu publicznego, remontu sieci energetycznych, zapewnienia wszystkim mieszkańcom dostępu do szerokopasmowego internetu niezależnie od miejsca zamieszkania, inwestycji w kapitał ludzki i społeczny.
 
Możemy chyba też po trzech latach życia w improwizowanych koszarach (wczoraj wzruszyło mnie, jak jedna z ekip telewizyjnych zgłaszała organizatorowi konferencji, że w kadrze jest toi toi. No jest toi toi w kadrze z premierem i co mi pan zrobi?! Przez trzy lata to wszytko trzyma się na toi toiach, kontenerach, a niektórzy nawet twierdzą, że tryb, w jakim przebywa w naszym regionie wojsko, to szkolenie), mamy prawo podzielić się swoimi refleksjami i złożyć swoje wnioski w sprawie formuły obecności armii w regionie. Skąd wiecie, drodzy współobywatele, że to są złe wnioski i złe propozycje?
 
W wielu komentarzach słychać taki ton, że oto jest zagrożenie bezpieczeństwa, oto jest armia, oto jest rząd i dla rządu to jest priorytet robić to, co trzeba armii, a nie rozmawiać z jakimiś tam ludźmi, z jakiś podrzędnych miejscowości. No cóż, to że mainstreamowe media wykreowały nas na Polskę B, C, albo i jeszcze dalsza litera z alfabetu, to nie nowość i trudno nas tym obrazić. Ale właśnie na tym polega problem, że wszyscy dbają i pochylają się nad armią i służbami, a my mieszkańcy, obywatele, wyborcy i płatnicy podatków jesteśmy traktowani –  nie przymierzając – jak worek kartofli.
 
W swoich postach i wypowiedziach skupiam się właśnie na mieszkańcach, bo znaleźliśmy się w takiej sytuacji, kiedy nikt, ale to zupełnie nikt nie wstawia się za nami, nie interesuje się naszymi problemami i potrzebami. O interesy służb i wojska dbają dowódcy, którzy nie mają problemu, żeby spotkać się z premierem albo ministrem, a nasi przedstawiciele takiego honoru z jakichś przyczyn nie mogą dostąpić. Tu często wraca argument, że premier nie ma czasu na takie pierdoły, bo jest wojna i najważniejsze jest bezpieczeństwo. Ale jakoś premier ma czas na organizację i występowanie na wiecu w ramach kampanii wyborczej? Miał czas zatwierdzić wyborcze grafiki, na których zachęca do głosowania na swoją partię łącząc to z inwestycją w linię Tuska. Czy skoro wojna tuż za progiem nie powinien się skupiać na ważniejszych sprawach?
 
To nie jest nasza wina, że jest kryzys humanitarny na granicy. To nie jest nasza wina tutaj, że jest eskalacja przemocy – bardzo zresztą korzystna i pożądana przez reżim Łukaszenki.
Niezależnie od poglądów na migrację, na migrantów i na to, jak obchodzić się z granicą, chyba większość nas tutaj, jeśli nie wszyscy jako mieszkańcy, zgodzimy się z tym, że wolelibyśmy, żeby się to wszystko nie wydarzyło i nie działo nadal. Ale nie mamy na to wpływu. To, że spadły ulewne deszcze, które zalały to czy inne miasto i wywołały falę powodziową na rzekach, to też nie jest wina ludzi, którzy na zalanych terenach mieszkają i nie jest wina rządu, który akurat sprawuje władzę. Ale traktujemy jako absolutnie naturalne, wręcz jako pożądany i wymagany gest, że ktoś z rządu się wśród mieszkańców pojawi i zaproponuje pomoc. Nie rozumiem, dlaczego pojawia się tyle głosów naszych współobywateli, które twierdzą, że nie mamy prawa pisnąć w tej sprawie i mamy się dobrowolnie dać zaorać w imię jakiegoś abstrakcyjnego bezpieczeństwa.
 
Tak, abstrakcyjnego, bo choć najwięcej niebezpiecznych i niepokojących aktów wrogich dywersji dochodzi wgłębi terytorium Polski, to tam są regularnie zatrzymywane osoby, które współpracują z rosyjskim wywiadem, mimo, że rosyjskie rakiety, jeśli nie będziemy mieć super sprawnej obrony powietrznej, dolecą dosłownie wszędzie na terytorium kraju i linia Tuska im w tym nie przeszkodzi, to właśnie u nas lokowane są wszystkie lęki i to my mamy swoim poświęceniem załatwić bezpieczeństwo dla całej Polski.
 
Jeśli boicie się wojny, albo uważacie ją za nieuchronną, to lepiej pytajcie drodzy współobywatele, gdzie są schrony w waszych miastach, pytajcie o obronę cywilną, gdzie się podziała. Pytajcie rządzących o handel z Rosją i Białorusią, bo granica wcale nie jest zamknięta, a pieniądze płyną w obie strony i nie brakuje polskich firm, które pomagają finansować wojnę Putina, która wedle słów premiera i innych jego towarzyszy, grozi także nam.
A przede wszystkim wspierajcie Ukrainę.
 
Rów przeciwczołgowy na linii Tuska naprawdę wszystkiego nie załatwi.
 
A nam przynajmniej pozwólcie walczyć o nasze interesy i naszą przyszłość, bo już wiemy, że możemy liczyć tylko na siebie i żadnego wsparcia z żadnej strony nie oczekujemy.
 

🔹Publikacja felietonu za zgodą autorki. 

🔹Źródło: https://www.facebook.com/photo?fbid=3788408398058659&set=a.1612345532331634

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *