Żołnierz skatował Afgańczyka. Prokuratura nie wie, gdzie jest ofiara
🟥 Straż Graniczna zapowiada deportację Afgańczyka pobitego przez żołnierza. Wcześniej chce ustalić jego tożsamość. Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Olsztynie wie, kim jest poszkodowany, ale nie ma pojęcia, dokąd Straż Graniczna go wywiozła.
10 lipca żołnierz na pasie drogi granicznej najpierw strzelał do Afgańczyka gumowymi kulami, a następnie uderzał go kolbą karabinu. Uchodźca nie stawiał oporu. Ma uszkodzone oko i połamane kości twarzy.
O ataku przez moment informowały ogólnopolskie media i członkowie rządu. Tylko Onet zamieścił artykuł, z którego wynikało, że sprawcą był żołnierz. Pozostałe redakcje, zgodnie z rządowym przekazem, twierdziły, że to ofiara miała zaatakować żołnierza. Onet posiada nagranie wideo z przygranicznego monitoringu, na którym widać przebieg całego zdarzenia, ale nie chce go opublikować.
Straż Graniczna odcięła Afgańczyka od pomocy prawnej i z ośrodka w Białymstoku wywiozła go w nieznane miejsce. W mediach zapowiedziała jego deportację.
O sprawie informowałem m.in. w tym artykule – kliknij tutaj.
Prokuratura nie wie, gdzie jest Afgańczyk
Wyjaśnieniem okoliczności ataku zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Tam skierowałem moje pytania o to, co dzieje się z afgańskim uchodźcą.
– W postępowaniu prowadzonym przez 8 Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Olsztynie tożsamość pokrzywdzonego obywatela Afganistanu została ustalona na podstawie jego oświadczenia. Miejsce jego aktualnego pobytu nie jest nam znane – informuje Daniel Brodowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. – Z pokrzywdzonym wykonano stosowne czynności procesowe. Nie był zatrzymywany do postępowania prowadzonego przez prokuraturę. Ewentualna deportacja jest prowadzona w drodze procedury administracyjnej przez właściwe organy.
Prokurator potwierdził, że poszkodowany nie ma pełnomocnika.
– Postępowanie przygotowawcze jest obecnie w toku; trwają przesłuchania świadków. Oczekujemy również na opinie powołanych biegłych m.in. z zakresu broni i amunicji – dodaje Brodowski.
Potwierdza też, że śledczy mają nagranie z przygranicznego monitoringu. Nie ujawnia jednak, co się na nim znajduje, zasłaniając się tajemnicą śledztwa.