Uciekali od wojen i biedy, w Polsce spotkała ich śmierć. Pamięci ofiar pogranicza polsko-białoruskiego
Musa z Sudanu, Issa z Syrii czy Mahlet z Etiopii – to tylko niektórzy z uchodźców i uchodźczyń, którzy zmarli w Polsce, niedaleko granicy z Białorusią. Nasze państwo i media nie pamiętają o śmiertelnych ofiarach kryzysu humanitarnego, który rozpoczął się w 2021 roku. Dlatego dzisiaj o nich przypominam.
Stu, dwustu? Ilu uchodźców i migrantów tak naprawdę zmarło na pograniczu polsko-białoruskim od 2021 roku? Dokładnych danych nie ma i nie będzie. Nikt nie szuka osób, które od lat są zaginione. Nikt nie wie, co kryją polskie lasy i bagna. Pojawiają się różne informacje o zmarłych, których nikt nie odnajdzie. Te, do których docieram, zgłaszam do prokuratury. Kilka tygodni temu w jednej z takich spraw siedlecka prokuratura wszczęła śledztwo.
Na podstawie między innymi moich ustaleń powstają raporty o zmarłych i zaginionych na pograniczu. Od początku kryzysu w moich mediach społecznościowych i na kanale „Czaban robi raban” odnotowywałem każdą śmierć cudzoziemca, o której wiedziałem i którą zweryfikowałem. O wielu przypadkach informowałem jako pierwszy. Ciążyła na mnie wielka odpowiedzialność, zwłaszcza że weryfikowanie takich informacji na pograniczu było niezwykle trudne ze względu m.in. na strefę z zakazem wjazdu (na znacznie mniejszym obszarze on nadal obowiązuje) czy na ukrywanie tego typu spraw przez rzeczników prasowych służb, chociażby takich jak Straż Graniczna. Ale o pierwszym oficjalnie zmarłym migrancie poinformował rząd. We wrześniu 2021 roku na specjalnej konferencji ówczesny minister MSWiA Mariusz Kamiński powiedział o śmierci Ahmeda z Iraku.
Udało mi się porozmawiać ze świadkiem tej historii i jednocześnie towarzyszem podróży Ahmeda.
Jednak nie zawsze udawało się policji ustalić, kim są zmarli na granicy. Śledczy nie mieli kontaktu z uchodźcami, aktywistami czy z rodzinami zmarłych. Nie było państwowego systemu (i nadal go nie ma), dzięki któremu można by było skutecznie reagować w momencie odnalezienia w lesie ciała, przy którym nie ma dokumentów, tak jak w przypadku Mohammeda z Syrii. Najpierw Straż Graniczna twierdziła, że wie, kim jest zmarły odnaleziony w lesie niedaleko Czeremchy. Później okazało się, że mężczyznę o takich danych wyrzucono za druty na białoruską stronę, o czym oficjalnie nikt już nie informował.
Gdy udało mi się ustalić, kim faktycznie jest zmarły, po raz pierwszy udałem się do Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku i przekazałem te informacje funkcjonariuszowi, który prowadził w tej sprawie śledztwo. Okazało się, że były trafne. Dzięki temu Karina Kuczyńska z Czeremchy zadbała, by na grobie Mohammeda Jassina znalazła się tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem. A Polska odmówiła jego matce wydania wizy, by kobieta mogła przyjechać na grób syna.
Z kolei na pogrzeb Abdiego z Etiopii, którego wspólnie z innymi ratownikami humanitarnymi odnaleźliśmy w Puszczy Białowieskiej, przyjechał jego brat. Otrzymał w Polsce ochronę międzynarodową i zaczął pracować. Odkładał pieniądze na nagrobek. W taki sposób chciał upamiętnić brata.
„Czekałam na niego. Ostatnie słowa brata do mnie brzmiały: Refka, moje serce nie jest spokojne. Był moim bratem, ale nazywałam go też przyjacielem” – opowiada siostra zmarłego Musy. Młody mężczyzna był uchodźcą z Sudanu. Utonął w Świsłoczy niedaleko Krynek. Wcześniej służby białoruskie i polskie przepychały go przez granicę obydwu państw. Cztery lata po śmierci Musy, Refka mogła w końcu przyjechać do Polski na jego grób.
Mouna Issa pochodziła z Syrii. Jej szczątki przypadkowo odnaleźli żołnierze. Pochowano je w tajemnicy na cmentarzu w Białowieży. Bez modlitwy, bez oznaczenia grobu. Gdy po latach policja porównała DNA jej syna z DNA szczątków, udało się ostatecznie potwierdzić, kim jest zmarła.
Z czasem śmierć uchodźców i migrantów na pograniczu polsko-białoruskim coraz mniej obchodziła polskie społeczeństwo. Na kolejnych pogrzebach pojawiały się pojedyncze osoby. Redakcje dużo wcześniej przestały wysyłać dziennikarzy. Najwyraźniej nie chciały, by Polacy dowiedzieli się o tym, że w naszych lasach umierają ludzie. Aż w końcu, poza duchownym, którego prosiłem o obecność, chórzystką i pracownikami zakładu pogrzebowego, nie było już nikogo.
Po raz pierwszy pokazałem śmierć na pograniczu w reportażu „Jak Białoruś i Polska grają trupami migrantów i uchodźców”. To w nim zobaczycie twarze tych, którzy nie dostali w Polsce pomocy. Co więcej, często byli wywożeni do białoruskiego lasu.
Historii ludzi, którzy zginęli na pograniczu polsko-białoruskim, jest więcej. Przedstawiłem je na kanale „Czaban robi raban”. Wszystkie zebrałem w jednym miejscu, do którego możesz przejść, klikając w poniższą grafikę.
Tak, pamiętam również o zmarłym żołnierzu Mateuszu Sitku. Przypomnę, że dzięki uchodźcom i Człowiekowi Lasu dane zabójcy, który nie był ani uchodźcą, ani migrantem, przekazaliśmy polskim śledczym. Pamiętam również o innych żołnierzach, którzy umarli podczas służby na granicy, niestety odbierając sobie życie (jeden z nich ze względu na panującą w wojsku falę).
Cześć pamięci wszystkich tych, którzy zmarli na pograniczu.

