Somalijczyk zmarł w aucie Straży Granicznej. Prokuratura umorzyła śledztwo
🟥 Strażnicy graniczni byli podejrzewani o nieumyślne spowodowanie śmierci 25-letniego Abdullaha z Somalii, do której doszło 22 grudnia 2023 roku w Białowieży. Mężczyzna zmarł w ich aucie. Prokuratura umorzyła śledztwo, powołując się na „brak znamion czynu zabronionego”.
Somalijczyk przed śmiercią utknął na bagnach w Puszczy Białowieskiej po polskiej stronie, tuż przy granicy z Białorusią. Z informacji, do których wówczas dotarłem, wynikało, że akcja ratunkowa miała trwać zbyt długo. Jego towarzysze mieli pomóc w przeniesieniu Abdullaha do samochodu strażników. Później zostali wyrzuceni na Białoruś. Auto z ciałem mężczyzny dotarło na parking przed hotelem w Białowieży. Tam przyjechała karetka. Jak się okazało, za późno, by uratować Somalijczyka.
– Zwłoki ujawniono w oznakowanym samochodzie służbowym użytkowanym przez Placówkę Straży Granicznej w Białowieży – informuje Krystyna Gołąbek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.
Informator związany ze służbami mundurowymi, z którym rozmawiałem w 2024 roku, twierdził, że strażnicy zdecydowanie za późno wezwali do umierającego pogotowie. Był zbulwersowany tym, że świadków zdarzenia – cudzoziemców – zamiast przesłuchać, wyrzucono do białoruskiego lasu.
O okoliczności śmierci Abdullaha pytałem publicznie w marcu 2024 roku.
Uciekał przed wywózkami
– W ocenie biegłych najbardziej prawdopodobnym jest, iż do zgonu doszło w przebiegu oddziaływania niskich temperatur na organizm (oziębienia) u osoby ze stwierdzonymi mikroskopowo śródmiąższowymi zmianami zapalnymi płuc – wyjaśnia prokurator Krystyna Gołąbek. Zdaniem śledczych „do pogorszenia stanu zdrowia pokrzywdzonego doszło wskutek podjęcia próby ucieczki i zanurzenia się w wodzie”.
Przypomnijmy, że uchodźcy i migranci na pograniczu polsko-białoruskim nie mogą liczyć na ochronę prawną. Po przekroczeniu zielonej granicy byli i nadal są wyrzucani na stronę białoruską, gdzie są bici i torturowani przez reżimowe służby Łukaszenki. Wielu z tego powodu umarło. Dlatego cudzoziemcy chowają się w lasach również przed polskimi funkcjonariuszami.
Dlaczego zwlekano z pomocą medyczną?
Tłumacząc powody umorzenia śledztwa w sprawie śmierci Abdullaha, prokuratura twierdzi, że strażnicy „niezwłocznie podjęli działania mające na celu udzielenie mu pomocy [wyciągnęli go z wody, przykryli kocami, skontaktowali się z kierownikiem zmiany, wezwali pogotowie, odwieźli na miejsce, gdzie pogotowie mogło fizycznie dotrzeć]. Okoliczności te zostały potwierdzone przez świadków przesłuchanych w sprawie. Także z oględzin monitoringu nie wynika, aby nastąpiła zwłoka w przewiezieniu pokrzywdzonego pod Hotel Białowieski”.
– Natomiast wszelkie opóźnienia w zakresie dostępu do lekarza, uzyskania pomocy medycznej związane były z koniecznością uprzedniego wydobycia A. A. M. (inicjały zmarłego Somalijczyka, dop. red.) z terenu bagiennego, wodnistego, zaciemnionego, ustalenia stanu jego zdrowia pod kątem niezbędności udzielenia pomocy lekarskiej (co także było utrudnione z uwagi na problemy w komunikacji wynikające z bariery językowej), przeciągnięcia go do auta, a następnie przetransportowania go pod Hotel Białowieski – dodaje prokurator Krystyna Gołąbek. – Z zeznań świadków nie wynika, aby pogotowie nie zostało wezwane na czas albo też zostało wezwane po śmierci.
Trzeba zaznaczyć, że głównymi świadkami byli funkcjonariusze.

Rodzina odcięta od informacji
Postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa jest prawomocne. Wydano je 7 stycznia 2025 roku.
– Nikt nas o tym nie poinformował – mówi wujek zmarłego. O zakończonym śledztwie dowiedział się dzisiaj ode mnie.
W listopadzie 2023 roku wraz z żoną byli w Polsce na okazaniu zwłok. Zostali też przesłuchani przez śledczych. Mimo że potwierdzili tożsamość Abdullaha i chcieli go jak najszybciej pochować, mieli z tym problem. Dopiero po mojej interwencji ciało zostało wydane rodzinie.
Abdullah Abdirashid Mohamed spoczął na cmentarzu w Bohonikach.