Subskrybuj

Śledztwo w sprawie śmierci Mahlet będzie kontynuowane, choć siedlecka prokuratura je umorzyła

192

W lutym 2023 roku Mahlet Kassa, uchodźczyni z Etiopii, zmarła z wychłodzenia w lesie nieopodal Hajnówki. Była szansa na jej uratowanie, ale polskie służby nie zareagowały. Od tamtej pory sprawę badają śledczy i właśnie po raz kolejny wraca ona do prokuratury.

Gdy Mahlet jeszcze żyła, dwóch członków grupy, w której podróżowała, prosiło o pomoc policję i Straż Graniczną. Służby wyrzuciły ich do białoruskiego lasu, a konającą kobietę pozostawiły bez pomocy, mimo że znały lokalizację miejsca, w którym się znajdowała. Tydzień później wspólnie z Katarzyną Mazurkiewicz odnaleźliśmy jej ciało.

Sprawę funkcjonariuszy, którzy nie podjęli poszukiwań, zgłosiłem policji. Ruszyło śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez policjantów, strażników granicznych oraz żołnierza. Chodzi o art. 155 k.k. oraz o art. 231 § 1 k.k. :

„Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

„Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Od tego czasu śledztwo było już kilkakrotnie umarzane. Dzięki Jakubowi Ławniczakowi i Marcinowi Czachorowi, prawnikom rodziny Mahlet, za każdym razem udawało się uchylić decyzje siedleckiej prokuratury i sprawa nadal była wyjaśniana.

Siedlecka prokuratura: Przestępstwa nie było

W sierpniu tego roku Prokuratura Okręgowa w Siedlcach ponownie postanowiła zakończyć śledztwo. Stwierdziła, że w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Mahlet „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

Podobnie w wątku „niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej oraz żołnierza Wojska Polskiego polegającego na niepodjęciu wymaganych czynności poszukiwawczych” Etiopki, gdy ta jeszcze żyła. Tu również zdaniem prokuratury stwierdzono, że „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

„(…) analiza materiału dowodowego prowadzi do jednoznacznego wniosku, że funkcjonariusze Policji wykonywali czynności służbowe zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oraz posiadanymi w danym czasie informacjami” – argumentowała siedlecka prokuratura. Jej zdaniem: „Funkcjonariusze Policji przystąpili niezwłocznie do poszukiwań, przekazywali informacje właściwym osobom, w tym Straży Granicznej, współdziałali z dyżurnym jednostki oraz wykonywali czynności odpowiadające zakresowi dostępnych informacji w chwili podejmowania decyzji oraz adekwatne do panujących wówczas warunków, tj. dokonali penetracji wskazanego terenu leśnego w zakresie dostępnych środków.

Nie ujawniono przy tym dowodów pozwalających przyjąć, iż funkcjonariusze świadomie zaniechali wykonania określonych czynności wynikających z przepisów prawa lub zignorowali informacje wskazujące na konieczność natychmiastowego podjęcia innych działań zmierzających do odnalezienia osoby, która mogła znajdować się w stanie zagrażającym jej życiu lub zdrowiu”.

Prokuratura nie posłuchała sądu

Prawnicy reprezentujący rodzinę zmarłej odwołali się od tej decyzji do Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

– Tak naprawdę w tym drugim zażaleniu powtórzyliśmy argumentację z pierwszego zażalenia. Wtedy po uchyleniu postanowienia o zażaleniu sąd przekazał prokuraturze wytyczne, co do tego, jak dalej prowadzić to postępowanie. Prokuratura do tych wytycznych w ogóle się nie zastosowała. Po prostu wydała ponowne postanowienie o umorzeniu śledztwa – tłumaczy adwokat Marcin Czachor.

– W postanowieniu pojawiło się zdanie o tym, że przeanalizowano ponownie akta sprawy. Zdziwiłem się treścią takiego uzasadnienia. Pewnych procesowych zachowań nie da się usprawiedliwić – dodaje prawnik Jakub Ławniczak.

– W zażaleniu, które złożyłem, główny argument polegał na tym, że policjanci otrzymali zawiadomienie o zaginięciu osoby. Przekazano im informacje, że ta osoba znajduje się w stanie zagrożenia życia. Jest szczególna procedura, która reguluje, co w takiej sytuacji funkcjonariusze powinni zrobić. Uważam, że nie zastosowali się do tej procedury – twierdzi Marcin Czachor.

Policja jest zobowiązana do poszukiwań

Ta procedura opisana jest w zarządzeniu nr 48 Komendanta Głównego Policji. Czytamy w nim:

“Policja podejmuje poszukiwania osoby zaginionej niezwłocznie po otrzymaniu informacji o zaginięciu osoby. (…)

Każdy pełniący służbę policjant (…) jest zobowiązany:

  1. przyjąć od osoby uprawnionej informację o zaginięciu osoby;

  2. niezwłocznie przekazać informację o zaginięciu osoby do dyżurnego najbliższej jednostki Policji oraz podjąć zarządzone przez niego czynności;

  3. sporządzić notatkę służbową z wykonanych czynności i przekazać ją dyżurnemu jednostki Policji.

Jeżeli z treści przyjętego zawiadomienia lub otrzymanej informacji o zaginięciu osoby wynika, iż istnieje realna możliwość szybkiego odnalezienia osoby zaginionej, a zwłaszcza osoby małoletniej lub wymagającej opieki albo gdy zachodzi obawa bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia lub wolności tej osoby – dyżurny jednostki Policji, o którym mowa w ust. 2 lub w ust. 4 pkt 2, zarządza czynności poszukiwawcze w niezbędnym zakresie i nadzoruje ich przebieg.”

Pushbacki zamiast ratunku

W przypadku zawiadomienia o Mahlet, gdzie jej dwaj towarzysze (trzeci pozostał przy niej) podawali policjantom i strażnikom granicznym dokładną lokalizację GPS miejsca, w którym znajdowała się umierająca kobieta, funkcjonariusze nie ruszyli na jej poszukiwania. Za to o cudzoziemcach, którzy błagali ich o pomoc, powiadomili Straż Graniczną. Ta ich przejęła i wyrzuciła do białoruskiego lasu. Trzeci cudzoziemiec – ten, który czuwał przy Mahlet, po kilku dniach również odnalazł się na Białorusi, dokąd przerzuciły go polskie służby. Nikt, poza ratownikami humanitarnymi, nie szukał Etiopki.

Jej ciało po kilku tygodniach udało się przetransportować do Etiopii, gdzie została pochowana. Żegnały ją tłumy, domagając się sprawiedliwości dla tych, którzy pozostawili ją w lesie na śmierć.