Subskrybuj

Zwołują kolejny pogromowy marsz w Czerwonym Borze

14 minutes
1448

🟥 Nie słabną ksenofobiczne i rasistowskie ataki, wymierzone w ludzi szukających w Polsce azylu. W internecie naziole skrzykują się na drugi festiwal nienawiści – protest pod oknami cudzoziemców zakwaterowanych w ośrodku w Czerwonym Borze.

Drugie fejsbukowe „wydarzenie”, czy też – jak eufemistycznie określają to anonimowi organizatorzy – „spacer obywatelski”, ma odbyć się w niedzielę, 13 kwietnia o godz. 17. Dokładnie tydzień po pierwszym pokazie „białej siły”, po którym policja wszczęła postępowanie w sprawie publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, za co grozi kara do trzech lat więzienia.

Nacjonalistom najwyraźniej mało jeszcze rozróby. Zadowoleni z siebie poklepują się po plecach w dyskusji w wydarzeniu na FB „Szlakiem Czerwonego Boru” (opatrzonym zrobionym z ukrycia zdjęciem kilku czarnoskórych mężczyzn, idących po prostu ulicą, przecinającą wieś):
– Frekwencja dopisała – było Was naprawdę wielu, za co ogromnie dziękujemy! Informujemy, że kolejny marsz odbędzie się dokładnie za tydzień – w niedzielę o 17:00, w tym samym miejscu – informuje z anonimowego konta niejaki Lucyfer Morningstar.

Zainteresowanie udziałem wyraziło już ponad 50 osób.

Policja musiała chronić uchodźców

Przed tygodniem było ich więcej – kilkadziesiąt osób, a według niektórych szacunków nawet do 150, które przyjechały autami w okolice Czerwonego Boru – małej miejscowości ukrytej w lesie, niedaleko Zambrowa w Podlaskiem. W przeważającej mierze mężczyźni, niektórzy w dresach, zakapturzeni. Podeszli pod ośrodek dla uchodźców przed zmierzchem.

Przebywający w ośrodku legalnie cudzoziemcy, czekający na decyzje o przyznaniu im statusu uchodźcy czy innej formy ochrony międzynarodowej, i tak już mocno straumatyzowani, przerazili się, że dojdzie do linczu, że Polacy wedrą się do środka, może podpalą budynek. Pozamykali się w pokojach, chwycili za telefony, alarmując wspierających ich aktywistów.

Gdy przyjechała policja, bojówkarze rozpierzchli się, ukryli w lesie w kierunku na Sierzputy, część zebrała się na stacji benzynowej w Wygodzie. Policja naliczyła około 50 mężczyzn, którzy byli pod ośrodkiem około godz. 17. Niektórzy zostali wylegitymowani. Według informacji lokalnej „Wyborczej”, w tłumie byli narodowcy, w tym m.in. zwolennicy Roberta Bąkiewicza, prezesa partii Niepodległość i byłego prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Około godz. 18 wszyscy się rozjechali. Mundurowi jeszcze długo czuwali nad bezpieczeństwem mieszkańców ośrodka.

Ale to zostało całkowicie zburzone. Uchodźcy boją się wychodzić na zewnątrz i wypuszczać dzieci na podwórko czy na zajęcia sportowe. Poradzono im też, żeby przez kilka najbliższych dni nie posyłali maluchów do szkoły. W ośrodku dostępny jest psycholog.

Ludzie z ośrodka nie zasługują na nienawiść

Placówka w Czerwonym Borze prowadzona jest przez Urząd do Spraw Cudzoziemców od 23 lat i nigdy dotąd jej podopieczni nie przeszkadzali okolicznym mieszkańcom. Nie wdawali się w żadne konflikty, policja nie odnotowała żadnych zgłoszeń o naruszaniu przez nich prawa.

Bzdury o pobiciu kobiety czy porwaniu dziecka, a także o szarpaniu za klamki domów we wsi, są wyssane z palca. Jeden jedyny powód agresji jest prawdziwy – otóż cudzoziemcy… chodzą. A nawet chodzą grupami, bo tak jest raźniej.

Ośrodek usytuowany jest pod lasem, tuż obok jednostki wojskowej i zakładu karnego. Do najbliższego sklepu trzeba przejść kilka kilometrów piechotą – nie ma innej opcji.

Ośrodka w Czerwonym Borze nikt nie wybierał – cudzoziemcy zostali do niego skierowani przez polskie władze na czas oczekiwania na rozpatrzenie ich sytuacji przez organy polskiego państwa. W tej chwili zakwaterowanych jest tam 116 osób z Czeczenii, Tadżykistanu czy Afganistanu, w tym 26 dzieci.

Kilkunastu Afrykańczyków zostało zabranych z Czerwonego Boru i rozlokowanych w innych ośrodkach – ze względu na ich bezpieczeństwo – gdy tylko zaczęły się rasistowskie ataki, inspirowane przez prawicowych polityków i nacjonalistycznych działaczy, a podsycane przez propisowskie media.

Afrykanie, którzy 3 kwietnia zostali fizycznie zaatakowani w drodze do sklepu przez Polaków z bejsbolami i metalowym prętem, mierzą się z traumą. Prawnie pomaga im Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, a psychologicznie wspiera Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna.

Cudzoziemcy o jaśniejszej karnacji, którzy zostali w Czerwonym Borze, także są przerażeni nagonką.

Fundacja Kuchnia Konfliktu zamieściła w mediach społecznościowych poruszającą relację osoby, która obecnie przebywa w ośrodku:

„Nie chcę się skarżyć. Chcę tylko, żeby ludzie zrozumieli.
Rozumiem, że niektórzy mogą odczuwać lęk lub złość wobec uchodźców. Media kształtują opinie. Ale wierzę w prawa człowieka i wartość różnorodności. My nie wybraliśmy tego życia – nikt by go nie wybrał.<