„Zmuszali nas do podpisywania dokumentów i wyrzucali na Białoruś”. Prokuratura umorzyła śledztwo
Uchodźcy z Etiopii powiadomili o tym, że strażnicy graniczni zmuszali ich do podpisywania dokumentów, których treści nie znali. Później wyrzucano cudzoziemców na Białoruś. Po roku prokuratura umorzyła śledztwo, które dotyczyło jednego Etiopczyka.
O sprawie informowałem we wrześniu 2024 roku. Wtedy o szczegółach opowiedzieli mi poszkodowani, gdy po raz kolejny dostali się do Polski i trafili w azylowe procedury.
„Odstawić do linii granicy”
Według relacji Etiopczyków, po nielegalnym przekroczeniu granicy najpierw otrzymali pomoc od polskich ratowników humanitarnych. Cudzoziemcy chcieli prosić Polskę o międzynarodową ochronę, dlatego trafili do jednej z placówek Straży Granicznej.
– Funkcjonariusz pokazywał mi dokument, którego treść zasłaniał ręką. Chciał, żebym go podpisał – opowiadał mi jeden z poszkodowanych.
Inni też byli zmuszani do składania podpisów. Aby osiągnąć swój cel, strażnik miał zastraszać obcokrajowców wyrzuceniem ich do lasu w przypadku odmowy. Niektórzy reagowali na to płaczem.
Niektórzy ze strachu podpisali dokumenty, których treści nie rozumieli. Jeden z Etiopczyków wcześniej napisał zdanie, że chce azylu w Polsce i pod tym złożył podpis. Strażnik podarł ten dokument na jego oczach.
W grupie uchodźców była Etiopka, która wcześniej została potraktowana dokładnie w taki sam sposób i ostatecznie wyrzucono ją na Białoruś.
Od innej grupy cudzoziemców usłyszałem podobną historię. Dotyczyła tej samej placówki Straży Granicznej.
Jedzenie i napoje za podpis
Kolejni Etiopczycy, do których dotarłem, mówili, że byli poddawani torturom. Polegały na postawieniu przed nimi jedzenia, wody, herbaty. Nie mogli jednak tego spożyć, choć byli głodni i spragnieni.
Strażnicy szantażowali Etiopczyków, mówiąc, że dostaną jedzenie dopiero wtedy, gdy podpiszą dokumenty. Ci, którzy się złamali i to zrobili, zostali odseparowani od innych i dostali obiecany posiłek.
Chwilę później zapakowano ich do auta i wywieziono pod mur na granicę z Białorusią. Jeden z Etiopczyków informował, że przed wysadzeniem ich z samochodu widział, jak mundurowy sprawdzał jego plecak, w którym miał znaleźć powerbank i schować go do swojej kieszeni.
Później cudzoziemcy zostali zmuszeni do przejścia w kierunku Białorusi przez otwartą w murze bramę.
„Torturowali mnie w garażu”
Z kolei syryjski uchodźca zeznał przed polskimi śledczymi, że w tej samej placówce SG także był torturowany i siłowo zmuszany do podpisania dokumentu, na mocy którego strażnicy chcieli go wyrzucić do białoruskiego lasu.
Prokuratura umorzyła śledztwo
O wszystkich tych przypadkach powiadomiłem organy ścigania. Za zgodą poszkodowanych przekazałem śledczym ich dane osobowe oraz nagranie zeznań.
Dzisiaj Prokuratura Rejonowa w Siemiatyczach poinformowała mnie, że umorzyła śledztwo w sprawie jednego z Etiopczyków.
Sama Straż Graniczna żądała od śledczych ścigania mnie za informowanie m.in. o tych zdarzeniach.
Ostatecznie prokuratura odrzuciła wniosek strażników i nie postawiła mi żadnych zarzutów.