“Wywieźli nas na Białoruś” / Rodzina z dziećmi śpi dziś na trawniku
Małgorzata Rycharska
20.08.2024
4 minutes
1644
2
🟥 Straż Graniczna publikuje oświadczenie o tym, że rodzina afgańska nie prosiła o ochronę. Ta rodzina z dwuletnią dziewczynką i trzyletnim chłopcem, która dostała na Białorusi nakaz opuszczenia kraju z powodu powtórnej odmowy ochrony. Ta rodzina, która zgłosiła się do nas o pomoc w uniknięciu deportacji do Afganistanu i wsparcie przy proszeniu o ochronę w Polsce w legalny sposób na regularnym przejściu granicznym.
Kłamali w dzień, kłamali w nocy
Straż Graniczna dostała ich historię, dokumenty, dowody na zagrożenie w kraju (chociaż to nie jest działka SG, żeby takie rzeczy analizować, tylko Urzędu ds Cudzoziemców) i deklarację ubiegania się o ochronę z wyprzedzeniem. Prawniczka dzwoniła na placówkę i usłyszała potwierdzenie, że wszystko otrzymali.
I jeśli to nie jest jasne, to napiszę wprost: właśnie po to pojechali na przejście graniczne Brześć-Terespol, żeby prosić o ochronę w Polsce.
Przyjechali z wnioskami w ręku i z całym dobytkiem ze sobą, wierząc że uciekną z Białorusi na zawsze. I że będą w końcu bezpieczni.
Do Polski wjechali przed 8 rano. Zobaczcie, jak daleko udało im się wjechać.
To jest o tyle ciekawe, bo wcześniejsze wypchnięcia były na moście. Im udało się przejechać przez checkpoint na moście, gdzie poprosili o ochronę, w tym pokazali podpisaną deklarację ubiegania się o ochronę międzynarodową i udzielone pełnomocnictwa, wszystko jeszcze wyglądało optymistycznie, aż dotarli do checkpointu na lądzie.
I tam się zaczęło: straszenie, nakaz powrotu, pokrzykiwanie, wyrywanie telefonów.
O 10:52 dostałam pierwszą wiadomość: “Straszą nas i każą wracać.”
O 12:00 byli już wepchnięci na most, ale nadal w Polsce. Tam szarpanina, wpychanie do samochodu na siłę, płacz dzieci – telefony i wiadomości głosowe z krzykami i płaczem dorosłych, że ich wyrzucają i żeby im pomóc.
Po tym jak jedno z dzieci upadło na ulicę przy wpychaniu do samochodu, a żona była szarpana przez funkcjonariusza, ojciec dzieci wyrwał z rozpaczy kluczyki ze stacyjki samochodu i wyrzucił je z mostu.
Żeby ich nie wypychali. Żeby nie zostali zawróceni tam, gdzie grozi im niebezpieczeństwo.
Samochód bez kluczyków nie mógł wracać, zblokował ulicę, dał im dodatkowy czas – dlatego na zdjęciu dzieci z mamą z siedzą na krawężniku.
Straż Graniczna próbowała znaleźć klucze i kontynuować odpychanie. Ale już pół godziny później poradzili sobie inaczej: przyjechał wóz SG i rodzina została wepchnięta do niego.
12:34: „They brought us by force in this car” – piszą i wysyłają zdjęcie.
Potem cisza i 13:19: „They drove us to Belarus”.