Siedem uderzeń kolbą, zamach zza ucha. Tak żołnierz katował uchodźcę z Afganistanu
🟧 To nie Afgańczyk był agresywny, tylko żołnierz wpadł w amok. Najpierw strzelił gumową kulą do cudzoziemca, który przekroczył granicę od strony Białorusi, potem dobiegł do leżącego i z całej siły okładał go kolbą karabinu. W programie „Czaban robi raban” dziennikarka opowiedziała o tym, co zobaczyła na nagraniu wideo.
Nagranie z monitoringu z pasa granicznego dotarło do Anny Kondraciuk, dziennikarki „Nowego Kuriera” z Siemiatycz. Po jego obejrzeniu była wstrząśnięta.
To, co zobaczyła, zrelacjonowała na antenie Piotrowi Czabanowi:
– Nagranie zaczyna się od tego, że cudzoziemcy przekraczają ogrodzenie z drutu [do zdarzenia doszło przy rzece, gdzie nie ma zapory, tylko zwoje drutu żyletkowego – red.]. Spośród drzew wybiega jeden żołnierz, padają strzał. Migrant pada na ziemię, on [żołnierz – red.] do niego dobiega i zaczyna uderzać. Po jakimś czasie dobiega drugi żołnierz, następuje jakby chwila oddechu, refleksji może, pada jeszcze jedno uderzenie albo dwa i na tym nagranie się kończy.
Ujawnił Onet, wojsko zrzuciło winę
Parę dni temu portal Onet – na podstawie nagrania z monitoringu – ujawnił, że na pograniczu polsko-białoruskim żołnierz najpierw postrzelił gumową kulą, a potem bił cudzoziemca kolbą. Doszło do tego 10 lipca wieczorem. Onet zrelacjonował lakonicznie: „W czasie akcji jeden z żołnierzy strzelał do jednego z mężczyzn, próbującego nielegalnie przekroczyć granicę, a następnie bił go kolbą karabinu, gdy migrant leżał na ziemi”.
W odpowiedzi 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana wydała komunikat, w którym całą winę zrzuca na skatowanego Afgańczyka. Oto treść tej informacji:
„W nawiązaniu do czwartkowego (10.07.2025 r.) zdarzenia na granicy polsko-białoruskiej, o którym informowaliśmy od ubiegłego piątku, zamieszczamy szczegółowe informacje w tej sprawie: 10 lipca o godzinie 21:00 grupa 9 migrantów z Afganistanu wykorzystując trudne warunki terenowe w rejonie Michałowa zaatakowała żołnierzy Zgrupowania Zadaniowego Podlasie rzucając z nich kamieniami. Pomimo oddania strzałów z broni gładkolufowej agresywni migranci nielegalnie przekroczyli granicę państwową. Jeden z nich zaatakował żołnierza, który obronił się przed jego agresją, stosując w obliczu poważnego zagrożenia dostępne środki. W czasie interwencji przeciwko atakowi migranta żołnierz doznał urazu oka. Poszkodowany żołnierz został przetransportowany do szpitala, natomiast agresywny migrant został zatrzymany przez Straż Graniczną celem przeprowadzenia dalszych czynności. Żandarmeria Wojskowa przyjęła zawiadomienie od pokrzywdzonego żołnierza o napaści na niego agresywnego migranta (art. 223 kk). Z uwagi na dobro postępowania, nie możemy w tej chwili udzielić bliższych informacji dotyczących tego zdarzenia” – podał major Błażej Łukaszewski ze Zgrupowania Zadaniowego Podlasie.
Wojskowi w żaden sposób nie zweryfikowali wydarzeń, tylko przedstawili nieprawdziwą ich wersję, wprowadzając w błąd opinię publiczną. Antyuchodźczą narrację podjęli politycy i media, powielając propagandę o „agresywnych najeźdźcach”.
„Przykro, że są czarne owce”
Tymczasem prawda o brutalnym pobiciu uchodźcy wychodzi na jaw. Nagranie jest w posiadaniu prokuratury, na razie nikt go nie opublikował. Obejrzała je Anna Kondraciuk, dziennikarka „Nowego Kuriera” z Siemiatycz, pokazał je jej informator. Zdecydowała się zadzwonić do Piotra Czabana, aby za pośrednictwem jego redakcji nagłośnić sprawę. Piotr zaprosił ją do rozmowy w programie.
– Jesteśmy małym lokalnym tygodnikiem i w żaden sposób nie czułam się na siłach do „walki z systemem” – przyznała. Dodając, że jej informator zasugerował, że są naciski z góry, że „trzeba to pozamiatać, żeby nikt się nie dowiedział”.
O Annie Kondraciuk trudno by było powiedzieć, że jest nieobiektywna, że bierze stronę aktywistów czy migrantów. Jak sama opowiadała w programie o swoim nastawieniu, ma wielu znajomych a nawet przyjaciół w służbach mundurowych:
– Rozumiem jak najbardziej trudną służbę i to, że granic nie można przekraczać w taki sposób, jak to się odbywa tu u nas, na Podlasiu. Ale skoro wymagamy od nich [migrantów – red.] przestrzegania prawa, obowiązuje ono również nas. Nie przekraczajmy pewnych zasad, nie odhumanizowujmy tych ludzi – m