Subskrybuj

Najazd nazioli na ośrodek w Czerwonym Borze

10 minutes
3905

🟥 Na zewnątrz – kilkudziesięciu agresywnie nastawionych mężczyzn, w środku budynku – przerażeni obcokrajowcy, uciekający przed wojną i biedą, także rodziny z dziećmi. W niedzielę, 6 kwietnia, mało brakowało, by zmaterializowały się nawoływania do pogromu. Dokładnie tego popołudnia wrogie wobec uchodźców z Czerwonego Boru nastroje podsycał Jarosław Kaczyński.

Przyjechało dużo aut. Wysiedli, podeszli pod ośrodek dla uchodźców przed zmierzchem. Na zdjęciach i filmach, które wysyłali z ośrodka przestraszeni ludzie, widać kilkudziesięciu mężczyzn, część jest mocno zbudowana, zakapturzona, niektórzy w dresach.

Przebywający w ośrodku legalnie cudzoziemcy, czekający na decyzje o przyznaniu im statusu uchodźcy czy innej formy ochrony międzynarodowej, i tak już mocno straumatyzowani, przerazili się, że dojdzie do linczu, że Polacy wedrą się do środka, może podpalą budynek. Chwycili za telefony, alarmując aktywistów, którzy wspierają ich w procedurze uchodźczej.

– Znajoma rodzina w Czerwonym Borze właśnie do mnie napisała. Ich siedmioletnia córka ma prawie 40 stopni gorączki. Boją się wyjść z pokoju, siedzą tam zamknięci. Boją się nawet wezwać karetkę – relacjonowała jedna z aktywistek.

Relacje szybko trafiły do mediów społecznościowych. Obywatele RP na bieżąco umieszczali posty na FB:
„UWAGA! Atak nazistowskich bojówek na ośrodek w Czerwonym Borze. Polska Policja chroni budynek. Media proszone są o przybycie.”

Później:
„Ekipa lekko się rozpierzchła. Pod budynkiem zostało kilkanaście osób. Reszta stoi na lesie w kierunku na Sierzputy oraz na stacji benzynowej w Wygodzie.”

I w końcu:
„Szykowany atak na ośrodek, na widok Polska Policja przerodził się w “protest”. Część uczestników uciekła – tak jak pisaliśmy niżej. Wiemy też o skrzykiwaniu się kolejnych grup. Nie ukryjecie się”.

Jak przekazał „Gazecie Wyborczej” Tomasz Krupa, rzecznik prasowy podlaskiej policji, grupa około 50 mężczyzn zebrała się pod ośrodkiem około godz. 17.
„Niektórzy z nich zostali wylegitymowani, policja zna ich tożsamość. Około godz. 18 wszyscy się rozjechali. Policja nadal będzie tu czuwać” – zapewnił rzecznik.


Bąkiewicz i Kowalski rozpętali piekło

Niedzielny najazd podbudowany był „solidną pracą” polityków i działaczy nacjonalistycznych.

Otwarty ośrodek dla uchodźców w Czerwonym Borze położony jest nieszczęśliwie – w lesie na odludziu – i uniemożliwia jakąkolwiek integrację z lokalną społecznością, co do niedawna odczuwali głównie przebywający w nim uchodźcy z Czeczenii. Dziś kwateruje się w nim też Afrykańczyków.

Muszą iść do najbliższego sklepu pieszo parę kilometrów, mijając wieś. Kłują w oczy swoją ciemną skórą.

Radny powiatu zambrowskiego Sebastian Mrówka (startował z listy PiS) nie wytrzymał i napisał do wojewody podlaskiego, że:
„Mieszkańcy (…) wyrażają poważne obawy o swoje bezpieczeństwo w związku z pojawieniem się migrantów, którzy (…) od niedawna swobodnie przemieszczają się po okolicznych wsiach.”

Rozpętał piekło.

Materiały, jakie pojawiły się w propisowskich mediach, takich jak Telewizja Republika czy wPolsce24, podsycały atmosferę zagrożenia:

  • „Migranci już tu są i sieją strach”,

  • „Nielegalni migranci już tu są”,

  • „Cudzoziemcy wychodzą i kręcą się po okolicznych wsiach i miejscowościach, wzbudzając niepokój mieszkańców, dlatego że chodzą grupami. To są młodzi mężczyźni.”

Do Czerwonego Boru przyjechali z „poselską kontrolą” poseł Janusz Kowalski z PiS i Robert Bąkiewicz. Nie zostali wpuszczeni, robili relację spod ośrodka.

Lokalna „Wyborcza” podaje, że z jej informacji wynika, iż w niedzielę w grupie pod ośrodkiem byli narodowcy, w tym m.in. zwolennicy Roberta Bąkiewicza, prezesa partii Niepodległość i byłego prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Na lokalnych forach internetowych i w grupach zgromadzenie było reklamowane jako „marsz w obronie Czerwonego Boru” lub „spacer obywatelski”. Wydarzenie nie miało oficjalnego organizatora

Afrykańczyk pobity metalowym prętem

Małgorzata Rycharska z organizacji Hope&Humanity Poland, pomagającej uchodźcom, opisuje w poście na FB, jakie były skutki antyuchodźczej nagonki, z jaką agresją zetknęli się Afrykańczycy mieszkający w ośrodku w Czerwonym Borze:

„W czwartek, 03.04, około godziny 15:00, pięciu podopiecznych z otwartego ośrodka dla uchodźców w Czerwonym Borze udało się do sklepu spożywczego. Najbliższy sklep znajduje się w odległości około dwóch godzin drogi pieszo.

Kiedy przechodzili przez jezdnię