Bezprawie nie lubi świadków. Mowy końcowe w procesie Bartka
🟥 Bartosz jest pełnomocnikiem studenta z Somalii, który prosił w Polsce o azyl. Bronił jego praw i próbował zapobiec wywózce do białoruskiego lasu. Został oskarżony o groźby i wywieranie wpływu na funkcjonariuszy Straży Granicznej, a prokurator na ostatniej rozprawie zażądała dla niego kary grzywny. Obrońcy praw człowieka nie mają wątpliwości, że jest to kolejny proces mający na celu wywołanie efektu mrożącego.
Proces Bartka zakończył się właśnie przed Sądem Rejonowym w Białymstoku, w piątek 19 września strony zaprezentowały swoje stanowiska końcowe. Ze strony obrony był to popis kompetencji i oratorskich talentów. Pod sądem trwała – podobnie jak w przypadku wszystkich rozpraw Piątki z Hajnówki, uniewinnionej przed tygodniem – demonstracja wsparcia, z bębnami i transparentami. O potrzebie solidarności mówiła działaczka społeczna Danuta Kuroń:
– Gdy władza sadza na ławach oskarżonych tych, którzy pomagają, to znaczy, że ten system się wyczerpał. Można się temu przeciwstawić solidarnością.
Sąd ogłosi wyrok w piątek, 26 września.
Groźba bezprawna „niedosłowna”
Prokurator Agnieszka Łupińska domaga się dla Bartka kary grzywny w wysokości 7,5 tys. zł, podkreślając „znaczny stopień szkodliwości społecznej” jego czynu. Na wszelki wypadek – jeśli sąd nie podzieliłby jej argumentacji – wniosła o zmianę kwalifikacji prawnej i ukaranie Bartka za wykroczenie: niestosowanie się do poleceń wydawanych przez funkcjonariuszy Straży Granicznej.
W mowie końcowej powoływała się na zeznania świadków – strażników granicznych z placówki w Michałowie, mimo że nie pokrywają się one z pozostałym materiałem dowodowym (m.in. nagraniem wideo z telefonu). W śledztwie zeznawali „spontanicznie”, że oskarżony „mówił podniesionym głosem”, a nawet „wpadł w szał”. Żądał kontaktu ze swoim mocodawcą, a „jego działania zmierzały do tego, żeby wymusić czynność administracyjną polegającą na przyjęciu przez nas wniosku o ochronę międzynarodową od cudzoziemca, który wyraźnie tego nie chciał, co zostało przekazane”. Do tego trzymał w dłoni telefon skierowany na strażników i mówił, że „mają przejebane”. Rzeczywiście przeklął. Dodał też: „Łamiecie prawo. Zostaną wobec was wyciągnięte konsekwencje”. Zapowiedział, że powiadomi rzecznika praw obywatelskich.
– Słowa wypowiedziane przez oskarżonego miały charakter groźby bezprawnej – oświadczyła prokurator Agnieszka Łupińska.
Część mowy poświęciła kwalifikacji prawnej czynu z aktu oskarżenia, a część – jego opisowi (są inne, co może w odbiorcach spowodować dysonans poznawczy), mieszając wątki. Spróbuję je uporządkować, choć nie jest to łatwe zadanie.
– Oskarżony naciskając na świadków starał się wymusić od nich konkretne zachowanie. Jego zamiarem było zmuszenie świadków do przyjęcia wniosku o ochronę międzynarodową – twierdzi prokurator Łupińska [choć takie żądanie nie pada, Bartosz powtarza tylko, że chce widzenia ze swoim mocodawcą lub wglądu do jego akt].
Prokurator podkreśliła, że w kwalifikacji prawnej, jaką przyjęła, przedmiotem ochrony jest „wolność, prawidłowość funkcjonowania funkcjonariuszy publicznych i to, aby mieli możliwość prawidłowego wykonywania swoich obowiązków, swobodnie, bez żadnych ograniczeń”.
I wreszcie